Jestem Maciek, mam 25 lat. W zeszłe wakacje zdiagnozowano u mnie CU - miałem biegunki z krwią, po badaniu kolonoskopijnym okazało się, że to grubsza sprawa. Po kilku tygodniach wszystko przeszło i przyznam, że zbagatelizowałem sprawę, nie mając pojęcia jak poważna jest to choroba i nie stosowałem się do wszystkich zaleceń lekarskich (z regularnym łykaniem tabletek włącznie). Myślałem, że to jednorazowy problem - lekarz mnie nie poinformował, że to nieuleczalna choroba.
Żyłem w takiej nieświadomości przez pół roku, kiedy zaczęło się piekło. Znów krwiste biegunki - tym razem jeszcze mocniej nasilone - zgłosiłem się do Szpitala Wojskowego we Wrocławiu, gdzie po zaleczeniu zaostrzenia miałem wziąć udział w testowaniu leków biologicznych, niestety moje wyniki krwi były dalekie od normy, w związku z czym nie zostałem zakwalifikowany.
Biegunki wzmogły się na tyle (do 20 razy na dobę), że w końcu trafiłem do szpitala, gdzie leczono mnie sterydami. Niestety byłem bardzo oporny na leczenie. Biegunki nieco ustały, ale nie na tyle, bym poczuł się silny i zdrowy. Kilka razy zdarzyło się, że zemdlałem w łazience z wycieńczenia. Ponieważ moja dieta była zaostrzona (głównie płyny), w trakcie 4 tygodni schudłem ok. 30 kg.
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W dniu wyjścia ze szpitala, poprosiłem lekarza, by zbadali mi krew, ponieważ od dłuższego czasu miałem anemię (7-8 HGB). Okazało się, że nadal jest za niska i nie wypuszczą mnie w takim stanie do domu. A potem już się potoczyło... po południu dostałem ekstremalnie silnych bóli brzucha, które utrzymywały się przez kilka godzin i były nie do zniesienia. Do tego doszły wymioty. Było bardzo, bardzo źle...
Resztę mojej historii opisuję na Instagramie (nie chcę się tu powtarzać): www.instagram.com/maciejkostyszyn
Cieszę się, że trafiłem na to forum. Mam nadzieję - do pogadania!
