Strona 2 z 4

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 20:54
autor: deth
tola pisze:też trochę mnie to dziwi jeśli mam być szczera...
sory, ale to, ze sie dziwicie nie za wiele tu pomaga, a jedynie dowodzi, ze o czymś możecie nie wiedzieć, dlatego darujcie sobie takie dopiski, bo kolega był tu szczery i podzielił sie tym co czuje i moze nie ma ochoty tłumaczyc dalej dlaczego to tak dziwne

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 21:57
autor: Coralie
Corleone pisze:
Wiadomo, że we mnie bo nawet głupi ludzie nie powinni mnie tak denerwować. Tylko najgorsze jest to, że zupełnie nie wiem jak się dowiedzieć jaka jest tego przyczyna.
Ja się dowiedziałam dlaczego mnie do szału niektóre ludzkie zachowania doprowadzają na terapii. Wszyscy moi znajomi mówią, że się bardzo zmieniłam na plus. A prawda jest taka, że ja się nie zmieniłam, tylko zrozumiałam siebie :) Ale znam Twoje zdanie na temat terapii psychologicznych, więc skoro nie chcesz, to i tak nic nie da. Nie wiem jak inaczej to rozwiązać.

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 22:13
autor: deth
tola pisze:(zresztą nie po raz I-szy)
tu to nie wiem o co chodzi :neutral:

a reszta posta to raczej choroba ciała a nie duszy
depresja jest moim zdaniem cierpieniem poza określeniem źródła (często ale nie koniecznie), u Ciebie było wiadomym, ze lecząc ciało - nastrój powróci do normy

a zreszta nie chce mi sie licytować kto bardziej cierpiał

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 22:17
autor: Coralie
deth pisze: depresja jest moim zdaniem cierpieniem poza określeniem źródła (często ale nie koniecznie),
Mylisz się.

poprawiłam cytowanie

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 22:20
autor: deth
Coralie pisze:Mylisz się.
krytyka, jakby to rzec :zastanawia: mało konstruktywna :P

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 22:22
autor: Natalka
deth, rodzajów depresji jest kilka, m.in. ze względu na jej przyczynę.

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 22:27
autor: deth
acha
ale tak gwoli wyjaśnienia, to mi się ino rozchodziło tak względem posta toli - stąd nieporozumienie, bede sie wyrażał precyzyjniej nastepnym razom :)

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 11:38
autor: toczka
Kiedys myslalam, ze jestem aspoleczna. Stronilam od ludzi, a zeby wejsc z kims w blizsze kontakty musialo uplynac sporo czasu.
Ale od kiedy poszlam na studia, zaczelam pracowac z ludzmi, praktykowac w szpitalu, itp wszystko sie zmienilo. Nie wyobrazam sobie, ze kiedys moglabym byc sama w zyciu. Uwielbiam przebywac z ludzmi, rozmawiac z nimi i sluchac. Wiadomo, czasami mam jakies odchyły kiedy nie chce sie z nikim spotykac. To normalne :)
Jedyne co mi pozostalo i tak juz bedzie to wielka ostroznosc w wybieraniu blizszych znajomych. Bo przyjaciol mam tylko paru. Od wielu wielu lat...

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 12:37
autor: Coralie
deth pisze:krytyka, jakby to rzec :zastanawia: mało konstruktywna :P
Sorry, ale to oczywiste, większość przypadków depresji ma jasno określoną przyczynę. Mogłabym cytować podręczniki do psychologii, tylko po co? :)
toczka pisze:Bo przyjaciol mam tylko paru. Od wielu wielu lat...
Jeżeli chodzi o prawdziwych przyjaciół, to nazwałabym to "aż paru" :) Nie każdy ma tyle szczęścia ;)

[ Dodano: 26-05-2011 ]
Poza tym chciałam dodać, że aspołeczność obecnie diagnozuje się w testach w szkołach wśród dzieci i są one leczone na terapiach. Znam osobiście 2 osoby po leczeniu "apołeczności" czy też fobii społecznej i nigdy w życiu bym nie powiedziała, że miały takie problemy. Teraz są szczęśliwe w przeciwieństwie do czasów sprzed leczenia. Więc też nie należy mylić introwertyka z osobą aspołeczną, bo jedno to cecha charakteru, a drugie to w pewnym sensie choroba, którą należy leczyć, żeby normalnie żyć i być z tego życia zadowolonym.

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 13:01
autor: deth
sie zabezpieczyłem na tego typu dokształcania mnie stwierdzeniem w nawiasie, przypomne "(często, ale niekoniecznie)" i miała moja wypowiedź kontekst względem wypowiedzi kolegi wcześniej: czyli jego poczucia natury wilka, nołlajfowości, izolacji, uczucia przegrania (moim zdaniem czasu poszukiwania siebie) , a wypowiedzią toli o jej cierpieniu ciała i depresji w związku niedomaganiami ciała, a jeszcze względem swoich doswiadczeń :roll:
także sorałem już tez za moją małą precyzję, bo oczywiście depresja ma swoje źrodła najczęsciej, jednak kiedy cierpimy nie czesto zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego poradziłem koledze by odwiedził specjalistę i starał się przebywać wśród ludzi - a do źródła sam dojdzie i może znajdzie w sobie siłe na przeciwdziałanie :roll:
o to mi w sumie się rozchodziło - czy ktoś mnie w ten sposób odebrał ? help :mrgreen:

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 14:30
autor: Baby
Jestem osobą kontaktową, zawsze byłam duszą towarzystwa. Odkąd mam problem z jelitami stałam się inna. Najgorzej było jak lekarze wmawiali mi jelito drażliwe a jak nie mogłam z domu wychodzić. Wieczne biegunki do 8-10 razy na dobę, wymioty, bóle itp. Ciągle odwoływałam spotkania ze znajomymi a potem to już nawet nie umawiałam się z nimi. Najlepiej czułam się w domu, towarzystwo męża, rodziców i brata mi nie przeszkadzało - reszta mogła nie istnieć. Po diagnozie i wprowadzeniu sterydów znowu nabrałam życia. Zaczęłam wychodzić, spotykać się z ludźmi, pisać na forum :)

Teraz mam zaostrzenie i czuje, że znów zaczynam się łamać. Kurcze tylko 3 miesiące czułam poprawę. Mój przyjaciel jest załamany i znosi to chyba gorzej niż ja. stwierdził, że nie może patrzeć jak cierpię, że nie pamięta kiedy ostatnio normalnie jadłam, piłam alkohol, czy wyszłam ze znajomymi potańczyć itp. Że lekarze nic mi nie pomagają i w ogóle dobił mnie na maksa. Potem wytłumaczyłam mu, że jak bym tak myślała, to pewnie już dawno bym sobie coś zrobiła, że nie wolno tak myśleć, że to trudna choroba w leczeniu - ale po rozmowie sama się załamałam...

Ostatnio moje ciocia powiedziała, że nie jestem aż tak chora aby normalnie nie mogła pracować i że przesadzam. A przecież pracowałam normalnie przez 3 lata póki choroba zaczęła uniemożliwiać mi prace. Koleżanki dokuczały mi i żartowały sobie z mojej choroby, ciągle mówiły że mają dosyć moich nieobecności, aż pracodawca postawił mi warunki - albo oni mi podziękują, albo rozwiążą umowę za porozumieniem stron bo nie chce pracować z osobą chorą. Zgodziłam się na to drugie rozwiązanie.

Nie pracuje kilka miesięcy, w tym czasie miałam 3 hospitalizacje i lipiec/sierpień czeka mnie operacja.

Boże jak ja bym chciała normalnie żyć, pracować, znów być duszą towarzystwa i przebywać wśród ludzi!!!!!!!

[ Dodano: 26-05-2011 ]
Za to w szpitalu czuję się dobrze. Szczególnie jak spotykam inne osoby z NZJ. Zawarłam wiele znajomości i mam kontakt z ludźmi do dziś. Czuje się zrozumiana. To forum tez mi wiele dało. Cieszę się że mam z kim porozmawiać, i gdzie wylać swoje żale. I cieszę się że potraficie zrozumieć drugiego człowieka i podnieść go na duchu :)

Dziękuje

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 15:42
autor: obyty.z.cu
TigeR pisze:Facet to ma byc facet. Jak sie przewrocisz, to musisz wstac.
a nie wystarczy być ... :idea: człowiekiem ? :wink:

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 16:00
autor: TigeR
Mozna ;)

Chcesz bardziej rozwinac ten temat? ;]

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 20:45
autor: Coralie
Corleone pisze:Zresztą czy zawsze to poczucie jest niesłuszne?
Nie, życie można przegrać. Ale, żeby w wieku 20-paru lat słusznym było stwierdzenie "przegrałem życie", to w grę musi wchodzić chyba morderstwo i wyrok dożywocia. Ok, wtedy przegrałeś życie.

Re: Aspołeczność

: 26 maja 2011, 21:29
autor: lorema
Brak chęci do normalnego życia albo w ogóle do życia nie zależy od wieku. Również dla młodszych osób, będących w depresji życie może wydawać się przegranym.
Czy jest jakaś dolna granica wieku, od której można być w depresji?
Uważam, że nie.
Jeżeli chodzi o wypowiedź detha, to zrozumiałam to tak, że przyczyna depresji może być znana, kiedy ktoś choruje i skutki tej choroby mogą spowodować depresję a poprawa zdrowia przyczynia się do poradzenia sobie także z depresją. Może być również tak, że ktoś może być nieświadomy przyczyny depresji i wtedy, jak już deth poradził koledze, najlepszym wyjściem jest pójście do specjalisty.